Nagle do jej uszu dotarł kocięcy szloch, i twardy, surowy głos wojownika. Mroczny Szept. Ruszyła szybko w stronę płaczu. Ujrzała cętkowaną koteczkę spłaszczoną na ziemi, a nad nią stał czarny kocur, z wysuniętymi pazurami. Maleńka zaczynała właśnie rzewnie płakać.
- Nie zaczynaj płakać, to nie pomoże! - Syknął stalowym tonem Szept, przez co Lamparcica zaczęła płakać jeszcze głośniej.
Oczy Róży straciły swój blask, wyraz pyszczka zmienił się z wesołego na ponury i bezduszny. Postawiła łapę tuż obok małej kotki, złotymi ślepiami przeszywając młodego wojownika.
- Zostaw ją w spokoju, Mroczny Szepcie. - Syknęła zimnym, bezdusznym tonem.
Mroczny?