Szła wzdłuż rzeki, w stronę terenów Klanu Bieli, po drodze znacząc granice terytorium Klanu Błękitu. Gdy dotarła do tej części rzeki, która dzieliła Białych od Błękitnych, rozejrzała się dokładnie po otoczeniu. Między drzewami zauważyła patrol myśliwski, ale trzymali się z dala od granicy jej Klanu. Uśmiechnęła się i ruszyła dalej.
Gdy przechodziła blisko terytoriów Klanu Czerwieni, usłyszała żałosne miauczenie. Głos nie należał jednak do dorosłego kota, lecz do małego kociaka. Rzuciła się pędem w stronę płaczu. Gdy dotarła na miejsce, na terenach Czerwonych dojrzała maleńkiego, cętkowanego kociaka i dwa duże, młode kocury. Kociątko uciekało przestraszone z ich terytoriów, jednak bało się przekroczyć rzekę. Jeden z młodych wojowników, biały z rudymi łatami, podszedł do kociaka i chwytając go za skórę na karku, wrzucił do rzeki. Oboje wybuchnęli śmiechem, patrząc jak cętkowane maleństwo rozpaczliwie przebierając łapkami stara się złapać oddech. Rzeczka była płytka, ale dla kociaka wystarczająco głęboka. Róża wpadła w furię. Weszła do strumyka i szybko wyciągnęła młode z wody. Otuliła koteczkę puchatą kitą a prawą łapą masowała jej grzbiecik, pomagając jej wykrztusić wodę z płuc.
- Co wam odbiło, pustogłowe mysie móżdżki!? - Wydarła się w stronę ciągle śmiejących się kocurów. - Ta mała mogła utonąć, lisie bobki!
- A co nas to obchodzi, zapchlona kupo futra?! - Zaśmiał się drugi z nich, czarny. - Dobra, jak grzecznie ją tutaj odprowadzisz, to nic ci nie zrobimy!
Słysząc swoich prześladowców, koteczka wtuliła się w futro Czarnej Róży, rzewnie płacząc.
- Chyba cię Gwiezdny Klan opuścił. - Rzekła zirytowanym, zimnym tonem wojowniczka Błękitu. - Nie pozwolę wam skrzywdzić tej małej.
- To w takim razie odbierzemy ją siłą! - Syknął rudo-biały, wskakując do rzeki.
- Spróbuj tylko, to podrapię ci ten śliczny pyszczek. - Miauknęła stalowym tonem Róża, zasłaniając kociątko łapą. - Postawisz łapę na terenie Klanu Błękitu to skończysz jako strawa wron.
- Ech, odpuść już, Czerwone Słońce! Już daliśmy tej przybłędzie nauczkę, nie ma po co marnować czasu na tych zasranych Błękitnych! - Warknął czarny, wycofując się na swój teren.
- A w życiu! - Syknął głośno rudy, powoli stawiając łapy po drugiej stronie rzeki. - Jak chcesz Czarna Noc, to sobie uciekaj, tchórzu zapchlony, ja dokończę to co zacząłem!
- Brat, czekam! - Wydarł się surowym głosem Czarna Noc.
- OJ DOBRA JUŻ DOBRA IDĘ! - Odwarknął mu Czerwone Słońce cofając się, lecz po chwili odwrócił wzrok w stronę Czarnej Róży. - Jeszcze cię dorwę, szary bobku! A ty... - Wbił złote spojrzenie w cętkowaną koteczkę. - oglądaj się za siebie, bo któregoś dnia tu wrócę!
Wypowiadając te słowa, wyskoczył z wody i pobiegł za czarnym bratem. Róża tylko warknęła jakieś przekleństwo pod nosem, złapała kociątko za skórę na karku i ruszyła do obozu.
Lodowa? XD